Jest wielka radość z powodu szczęścia Marysi...ale jest i zmartwienie. W domu zostają dziewczynki...i każda z nich na swój sposób przeżywa perspektywę rychłej wyprowadzki Mikrobaska.
Roksana...na pewno jest zazdrosna, czuje się pokrzywdzona i stratna. Trudno jest dziecku wytłumaczyć jego skomplikowaną sytuację prawną i przyczyny, dla których nie może być objęte adopcją... A poza tym myślę...że dla Roksany jest już po prostu za późno. Za wiele w jej głowie przeszłości, za silne więzi. Wciąż w złości słyszymy wykrzyczane: "lepiej by mi było u tatusia"...I nie myśli wtedy o tym, ze tatuś od maja się nie pokazał, że tatuś stawia swoją dumę na pierwszym miejscu, że tatuś nie jest w stanie pojąć na czym polega odpowiedzialność w wychowywaniu dzieci... To wszystko jest poza zasięgiem pojmowania Roksany, a na każde nasze wymaganie skierowane ku niej reaguje buntem i awanturą. Niestety, obawiam się, że ustawiła nas już po drugiej stronie barykady, tam gdzie sąd rodzinny, dom dziecka, pcpr...czyli wszystkie te "złe" instytucje, które rozdzieliły ją z tatusiem. I to jest efekt działań, słów i starań jej ojca.
Sandra...zaczęła wspominać swoją nieudaną adopcję...ale stara się jakoś to sobie wytłumaczyć. Pamięta i chce pamiętać to co przyjemne - jak pojechała, kupiła sobie sukienkę...itd. Nieśmiało pyta, czy już u nas zostanie, czy też będzie adoptowana. I tak na prawdę nie wiem, czego ona by chciała. Zawsze była zamknięta w sobie, nigdy nie chciała rozmawiać o przeszłości. Wytłumaczyłam jej przyczyny tych zdarzeń tak, jak umiałam, nie obwiniając niedoszłych rodziców, nie obwiniając jej rodziny biologicznej...ale to mądra dziewczynka i wiem, że wciąż się nad tym zastanawia... Sandra wciąż jest dla mnie tajemnicą...
Wiem, że trzeba teraz poświęcić Sandrze i Roksanie wiele uwagi, zamierzam zaangażować w to szkolnego psychologa. Nie chcę, żeby dziewczynki czuły się poszkodowane...sprawa wymaga więc delikatności i czułości z naszej strony. Łatwo nie będzie...